- Aaa!- krzyknęłam przestraszona. Znowu ten głupi sen. Ciągle się powtarza. Może to jakieś ostrzeżenie? A może wskazówka jak dotrzeć do moich rodziców? Co rano zadawałam sobie te pytania. Wolnym ruchem zwlekłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Miałam tam chyba z pięć bluzek, dwie pary spodni i jedną parę butów (convers'ów). Nigdzie nie zarabiałam, mieszkanie wynajęłam i w każdej chwili mogą mi je odebrać. Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Przecież nie byłam jakimś nie wiadomo jakim przestępcą, tylko zwykłą 12-latką. W końcu zdecydowałam się na ubranie tego i uczesałam się w końską kitkę. Wzięłam swoją torebkę, rysownik, ołówek, parę złoty i wyszłam z mieszkania. Wolnym tempem przemieszczałam się przez ulice, które już całkiem dobrze znałam. W końcu, po paru minutach dotarłam do mojego celu. Była nim mała i przytulna kawiarnia. Chodziłam zazwyczaj do niej, tylko dlatego, że nie było dużego zaludnienia, co w Londynie było nowością. Usiadłam przy ostatnim stoliku, koło którego znajdowało się okno, dzięki czemu miałam lepszy widok na krajobraz Londyński. Wyciągnęłam rysownik i ołówek i położyłam je na stolik. Kiedy miałam zacząć rysować podeszła do mnie kelnerka.
- Coś Pani sobie życzy?- uśmiechnęła się.
- Poproszę wodę- odpowiedziałam również się uśmiechając i wróciłam, do szkicowania. Po ok. minucie dostałam wodę, zapłaciłam wyznaczoną ilość pieniędzy i wróciłam do mojej wcześniejszej czynność.
![]() |
| Skończony rysunek Skyrlet. |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz