czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 1

Idzie przez las, słyszy szelest, widzi czyjąś sylwetkę. Ciemna, wysoka i chuda. Tajemnicza osoba coraz bardziej zastraszała Skyrlet. Nie mogła oddychać, nie wiedziała co robić, co się z nią dzieję. Nagle nieznajoma sylwetka zaczęła wydawać się dziwnie znajoma. Ciemna osoba, chciała złapać Skyrlet, ale...
- Aaa!- krzyknęłam przestraszona. Znowu ten głupi sen. Ciągle się powtarza. Może to jakieś ostrzeżenie? A może wskazówka jak dotrzeć do moich rodziców? Co rano zadawałam sobie te pytania. Wolnym ruchem zwlekłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Miałam tam chyba z pięć bluzek, dwie pary spodni i jedną parę butów (convers'ów). Nigdzie nie zarabiałam, mieszkanie wynajęłam i w każdej chwili mogą mi je odebrać. Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Przecież nie byłam jakimś nie wiadomo jakim przestępcą, tylko zwykłą 12-latką. W końcu zdecydowałam się na ubranie tego i uczesałam się w końską kitkę. Wzięłam swoją torebkę, rysownik, ołówek, parę złoty i wyszłam z mieszkania. Wolnym tempem przemieszczałam się przez ulice, które już całkiem dobrze znałam. W końcu, po paru minutach dotarłam do mojego celu. Była nim mała i przytulna kawiarnia. Chodziłam zazwyczaj do niej, tylko dlatego, że nie było dużego zaludnienia, co w Londynie było nowością. Usiadłam przy ostatnim stoliku, koło którego znajdowało się okno, dzięki czemu miałam lepszy widok na krajobraz Londyński.  Wyciągnęłam rysownik i ołówek i położyłam je na stolik. Kiedy miałam zacząć rysować podeszła do mnie kelnerka. 
- Coś Pani sobie życzy?- uśmiechnęła się.
- Poproszę wodę- odpowiedziałam również się uśmiechając i wróciłam, do szkicowania. Po ok. minucie dostałam wodę, zapłaciłam wyznaczoną ilość pieniędzy i wróciłam do mojej wcześniejszej czynność.
Skończony rysunek Skyrlet.
Spakowałam przybory i wyszłam z kawiarenki. Szłam powolnym krokiem przez zatłoczone miasto nie zwracając uwagi na innych zapatrzonych w siebie idiotów. Spacerowałam z głową w dole wsłuchując się w dudniącą muzykę w moich uszach. Nagle zderzyłam się z czymś twardym i leżałam na ziemi, już bez słuchawek. Spojrzałam w górę, co było moją przeszkodą. Stał tam ok. 20 chłopak z lokami na głowie. Miał zielone oczy i bardzo dużo tatuaży. Podał mi rękę za znak, że chce mi pomóc się podnieść. Ostrożnie podniósł mnie do góry i podniósł rzeczy, które mi upadły.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz